Iwona Grześkiewicz
"Krótka historia Gimnazjum Towarzystwa "Przyjaciół Wiedzy" w Radomiu 1917 - 1939"
Artykuł opublikowany w: Społeczność żydowska Radomia w I połowie XX wieku. Kultura - Zagłada - Rozproszenie, pod red. Zbigniewa Wieczorka, Radom 2008, s. 13-22.
Historia Gimnazjum Towarzystwa "Przyjaciół Wiedzy" w Radomiu była już przedmiotem badań radomskich historyków zajmujących się dziejami społeczności żydowskiej Radomia. Dwadzieścia lat temu w Kwartalniku Turystyczno – Krajoznawczym "Radomir" opublikowany został artykuł Stanisława Zielińskiego poświęcony gimnazjum żydowskiemu w Radomiu działającemu w okresie międzywojennym. Podstawę tekstu stanowiła księga "Sefer Radom", prasa z lat 1914 – 1939 i ocalałe egzemplarze gazetek szkolnych1. Wieloletnia praca badawcza Sebastiana Piątkowskiego zaowocowała książką poświęconą radomskim Żydom, ukazującą to środowisko we wszystkich przejawach życia społecznego2. Nasza wiedza oparta jest więc na dokonaniach wspomnianych badaczy. Postanowiliśmy skupić się na jednym niewielkim, ale istotnym elemencie życia tego środowiska. Zafrapowała nas szkoła, która niegdyś tętniła życiem, o której istnieniu współcześni radomianie nie wiedzą. Zależało nam bardzo, aby móc bliżej przyjrzeć się codzienności szkoły, której istnienie tak nagle brutalnie zostało przerwane. Być może wspomnienia absolwentów tej szkoły, do których udało nam się dotrzeć dzięki pomocy Chaima Kinclera, ożywią obraz miejsca i ludzi, którzy przepadli w tragicznych wydarzeniach ubiegłego wieku. Dysponujemy nagraniem wywiadu z Jakubem Zyskindem3, listami i zdjęciami od Leonii Singer z domu Frenkiel4.
Społeczność żydowska wyznająca religię mojżeszową w Radomiu wg spisu z 1921 roku liczyła 24 465 osób, co stanowiło 39,7% mieszkańców miasta. Stratyfikacja tej grupy narodowościowej była dość skomplikowana. Elementem łączącym była niewątpliwie religia. Była to społeczność niezwykle zróżnicowana pod względem wykształcenia, zamożności, udziału w życiu społecznym, stosunku do odradzającego się państwa polskiego. Obok zasymilowanych, posługujących się biegle językiem polskim, byli i tacy, dla których ten język był całkiem obcy5. Posługiwali się tylko jidysz. Żyli obok Polaków.
Przykładający dużą wagę do edukacji Żydzi mieli w odrodzonej Polsce do wyboru szkoły państwowe lub prywatne. Te pierwsze cieszyły się dużym zainteresowaniem ze względu na wysoki poziom nauczania oraz dlatego, że były bezpłatne. Powszechnie, choć nieoficjalnie, stosowano w nich numerus clausus, co oznaczało poważne ograniczenia przyjęć młodzieży żydowskiej. Religijni Żydzi odrzucali szkoły państwowe ze względu na tryb zajęć – nauka w soboty. Władze miasta, zobowiązane konstytucyjnym nakazem zapewnienia dostępu do bezpłatnej edukacji na poziomie podstawowym przy zachowaniu praw mniejszości narodowych, zorganizowały szkoły powszechne wyłącznie dla Żydów: im. Berka Joselewicza na ulicy Spacerowej (dzisiaj Reja) i im. Elizy Orzeszkowej na ulicy Starokrakowskiej. Nazywano je szabasówkami, ponieważ nauka odbywała się tam w niedziele, a dniem świątecznym, wolnym od nauki była sobota. Niestety, władze Radomia, podobnie jak większości miast II Rzeczypospolitej, poprzestały na zorganizowaniu żydowskich szkół powszechnych. Większość dzieci kończyła edukację na tym etapie. Chłopcy uzupełniali wiedzę w chederach, ale dotyczyła ona wyłącznie religii i języka hebrajskiego. W środowisku syjonistycznym pojawiła się inicjatywa zakładania szkół, w których przedmioty ogólnokształcące wykładano w języku polskim, a szereg przedmiotów judaistycznych w języku hebrajskim. Na poziomie średnim kończyły się one maturą ogólnokształcącą i maturą hebrajską.
W Radomiu już w roku 1917 z inicjatywy Józefa Temersona powstało gimnazjum męskie, a w 1918 roku także gimnazjum żeńskie. Pierwsze miało siedzibę na ulicy Kilińskiego 13, a drugie znajdowało się na ulicy Mariackiej 4. Opiekę materialną i naukową nad szkołami miało Towarzystwo Żydowskich Szkół "Przyjaciół Wiedzy" w Radomiu. Liczyło ono 203 członków. Byli to głównie zamożni, zasymilowani Żydzi. W zarządzie liczącym 10 osób znalazło się 2 lekarzy, 4 przemysłowców, 2 kupców, 1 urzędnik i 1 rzemieślnik. Prezesem Towarzystwa był dr Mojżesz Kelerwurm, wiceprezesem Hilary Frenkiel, a skarbnikiem Aleksander Borenstein. W szkole kontynuowali naukę uczniowie żydowskich szkół powszechnych. Lata powojenne były szczególnie trudne. Szkoła przyjmowała zbyt wielu uczniów, co spowodowało obniżenie poziomu nauczania. Konsekwencją tego była utrata statusu szkoły publicznej. Środowisko zareagowało założeniem komitetu dla ratowania szkoły. Składał się on z rodziców, nauczycieli i działaczy społecznych. Wystąpiono o zgodę na utworzenie szkoły koedukacyjnej. Według koncesji wydanej przez Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego z 6 września 1927 roku powstało 8-klasowe Gimnazjum Koedukacyjne Towarzystwa "Przyjaciół Wiedzy" typu humanistycznego, którego właścicielem było Towarzystwo Żydowskich Szkół Średnich "Przyjaciół Wiedzy" w Radomiu.6 Dyrektorem szkoły był Henoch Hurwicz urodzony 14 grudnia 1894 roku w Dźwińsku. W końcu lat 20. zajęcia dla klas pierwszych gimnazjum (podstępnej i wstępnej) oraz tzw. małej freblówki, którą kierowała Alicja Hurwicz, żona Henocha, odbywały się w budynku na ulicy Mariackiej. Dopiero od klasy 4. uczniowie uczęszczali do szkoły na ulicy Kilińskiego 13. W budynku na Mariackiej oprócz szkoły znajdowały się prywatne mieszkania m.in. państwa Hurwiczów, woźnego – pana Stanisława, a także państwa Majzelsów, których syn Mulek (Samuel) był uczniem tej samej klasy, do której uczęszczała Leonia Frenkiel.
Kolejną zmianę organizacyjną szkoła przeżyła w 1933 roku. Miało to związek z reformą oświaty w Polsce, która polegała na utworzeniu 6-klasowej szkoły powszechnej, 4-klasowego gimnazjum i 2-letniego liceum. Towarzystwo Żydowskich Szkół "Przyjaciół Wiedzy" złożyło podanie do Inspektoratu Szkolnego w Radomiu o zezwolenie na prowadzenie szkoły powszechnej. Znajduje się w nim opis lokalu na ulicy Kilińskiego 13: "4 sale szkolne, korytarze, kancelaria, szatnia i 2 wygódki."7 Inspektor Szkolny wydał pozytywną opinię o lokalu i szkoła o statusie szkoły prywatnej rozpoczęła działalność we wrześniu 1933 roku. Władze odmówiły uczynienia Henocha Hurwicza dyrektorem tej placówki. Powołano się na prawo oświatowe, w myśl którego szkoła powszechna powinna mieć oddzielne kierownictwo. Do wybuchu wojny dyrektorem powszechnej szkoły był Szaja Goldsztajn, doświadczony pedagog z 31-letnim stażem pracy. Problemy lokalowe nękały tę szkołę przez wszystkie lata jej istnienia. Wiemy, że dla celów dydaktycznych wynajmowano pokoje na ulicy Witolda 10 i na ulicy Mariackiej. Ale jak długo – trudno ustalić. Zachowane sprawozdanie roczne kierownika szkoły zawiera informacje o planowanej zmianie lokalu w roku szkolnym 1939/1940. Przeznaczono pewną sumę na remont wynajmowanych pomieszczeń. Nauczyciele i rodzice utworzyli komitet, którego celem była budowa specjalnie zaprojektowanego budynku szkolnego. Rozpoczęto zbiórkę pieniędzy. Piotr Frenkiel pisze do brata w Palestynie: "ze spuścizny b.p. Chaima Kirszenbauma leży tu legat w sumie 1000 dolarów przeznaczony na budowę własnego domu dla gimnazjum "Przyjaciół Wiedzy"8. Rodzina Frenklów zaangażowała się w realizację pomysłu budowy szkoły. Pragnęli, aby w przyszłości przyjęła imię Izraela Frenkla (ojciec Hilarego (Jechiela), Piotra i Dawida), znanego działacza oświatowego w środowisku Żydów radomskich. Pragnęli upamietnić dzieło ojca w 50. rocznicę jego śmierci, która przypadała w 1940 roku. Liczono na hojność wdzięcznych Żydów radomskich żyjących w kraju i rozproszonych po świecie. Łącznikiem z tymi z diaspory miał być właśnie Hilary.
Szkoła była płatna. Rodzice wnosili czesne, które w czasie edukacji Jakuba Zyskinda wynosiło 100 złotych. To była duża kwota. Dla porównania - 200 do 250 złotych zarabiał robotnik w Fabryce Broni. Opłata ta była więc barierą dla biedniejszych rodzin. Istniał regulamin udzielania zniżek. Jakub Zyskind wspomina, że otrzymał ulgę wysokości 25 złotych. Uczniowie z mniej majętnych rodzin starali się zarobić na swoją edukację, często udzielali korepetycji. Mimo wszystko trzeba powiedzieć, że uczniowie tej szkoły pochodzili z rodzin dość zamożnych. Środowisko to poczuwało się do pomocy rodzinom w trudnej sytuacji materialnej. W protokołach rad pedagogicznych szkoły powszechnej im. Berka Joselewicza jest wzmianka o otrzymaniu od gimnazjum darów w postaci butów i odzieży.9
Niewiele wiemy o wyposażeniu szkoły. W "Sefer Radom" mowa jest o licznych laboratoriach, dobrze zaopatrzonych w pomoce pracowniach i bibliotece. We wspomnieniach Jakuba Zyskinda i Leonii Singer szkoła jawi się jednak jako dosyć skromnie wyposażony budynek składający się z pokoi umeblowanych w stoliki i krzesła. Nie przypominają sobie żadnych pracowni. Z lekką zazdrością Jakub Zyskind mówi o przedwojennym gimnazjum im. Kochanowskiego, które uchodziło za wzorowo urządzone.
Wobec szczupłości i fragmentaryczności źródeł trudno zorientować się, jakie były związki organizacyjne między gimnazjum a szkołą powszechną. Jedno jest pewne – kadrę obu szkół stanowili ci sami nauczyciele. Zachowały się 2 wykazy nauczycieli zatrudnionych w szkole powszechnej z roku szkolnego 1934/35 i z roku 1938/39. Znajdują się w nich nazwiska tych samych nauczycieli, którzy figurują w składzie Państwowej Komisji Egzaminacyjnej, przed którą Chaim Gutman w 1933 roku, a Leonia Frenkiel w 1937 zdawali maturę (dysponujemy odpisami świadectw maturalnych tych osób). Twarze tych samych nauczycieli odnajdujemy na tableau klasy kończącej szkołę w 1937 roku.10
Wykazy zatrudnienia oraz kwestionariusze osobiste (Personalfragebogen), które wypełniali Żydzi na potrzeby administracji okupanta niemieckiego, pozwalają zorientować się, jakimi kwalifikacjami zawodowymi legitymowali się pracownicy szkół Towarzystwa "Przyjaciół Wiedzy". Były wśród nich osoby o wykształceniu średnim, które podejmowały pracę na podstawie egzaminu złożonego przed Państwową Komisją Egzaminacyjną i otrzymały dyplomy nauczyciela szkół powszechnych (Idessa Landau, Łaja Pines) lub średnich (Szraga – Fajwisz Worcman, Zuzanna Gliksman). Byli także absolwenci szkół wyższych, np.: Mechel Lisser – mgr filozofii, Jolanta Nowakowska – mgr wychowania fizycznego, dr Michał Grajwer hebraista wykształcony w Berlinie i we Wrocławiu.11
Pod względem narodowościowym kadra szkół "Przyjaciół Wiedzy" była prawie całkiem żydowska. Nieliczne wyjątki stanowią nauczyciele ćwiczeń cielesnych – Jolanta Nowakowska, Hanna Kelles – Krauz i Władysław Morawski oraz nauczyciel historii - Michał Małuja.12 Zdarzało się także, że nauczyciele narodowości żydowskiej uczyli w szkołach polskich. Przykładem jest Chune Ber Schützer zatrudniony w charakterze nauczyciela religii mojżeszowe od 1934 do 1937 w Państwowym Żeńskim Gimnazjum Krawieckim w Radomiu i od 1935 do 1939 w Gimnazjum Państwowym im. dr Tytusa Chałubińskiego.
W pamięci absolwentów szkoły zachowały się wspomnienia, anegdoty o wielu nauczycielach. Szczególną sympatią i autorytetem darzono dyrektora Henocha Hurwicza. Był absolwentem Uniwersytetu im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończył matematykę. Jego spotkania z młodzieżą daleko wykraczały poza nauczanie tego przedmiotu. Z listu Leonii Singer (Frenklówny): "Przychodził na lekcje, które nazywał propedeutyką filozofii – może nawet nie tak bardzo rozumieliśmy, co to znaczy, nie tylko wpajał w nas zasady przyzwoitości, szlachetności i umiłowania bliźniego, ale chciał poszerzyć nasze horyzonty w różnych dziedzinach. Konikiem jego była muzyka. Przynosił na lekcje patefon (a to w latach 30-tych był rarytas niemały!) i odtwarzał nam rożne tańce i melodie ludowe, jednocześnie objaśniając rozmaite ich formy, takty, rytmy etc. Polonezy, menuety, mazurki, polki i któż to może wszystko spamiętać! (...) Grywał też Chopina, Mozarta, Straussa."
Jakub Zyskind z wielkim podziwem wypowiada się o wiedzy matematycznej i filozoficznej Hurwicza. Wspomina go jako poliglotę i znawcę architektury. Zapamiętał wykład, którego pretekstem stały się detale architektoniczne kamienicy, w której mieszkała rodzina Zyskindów.
Wyjątkową postacią był profesor Izaak Schützer. We wspomnieniach Jakuba Zyskinda korpulentny pan o fantastycznym poczuciu humoru. Uczył łaciny zawsze na pierwszej godzinie lekcyjnej. Dalszą część dnia poświęcał obowiązkom wicestarosty Radomia. Wzbudzał lęk swoją metodą odpytywania, polegającą na żądaniu od ucznia natychmiastowej odpowiedzi na zadane pytanie. Wiele o tym nauczycielu mówi anegdota przytoczona przez Leonię Singer:"(...) niezwykły erudyta, pełen humoru (nawet cynizmu), nie znosił głupców i ignorantów i moim zdaniem powinien prowadzić klasę samych geniuszów. Mógł powiedzieć uczniowi: "Doskonale od skonać pochodzi...", albo innemu: "Daje ci złotówkę, wyjdź z klasy..." Uczniowie trzęśli się przed nim jak osiki, dla mnie był skarbnicą wiedzy i mam mu wiele do zawdzięczenia. Okrutnie zamęczony przez Niemców."
Języka polskiego uczyła Zuzanna Gliksman znana wśród uczniów jako Zośka. W pamięci obojga naszych respondentów bardzo wymagająca, świetnie przygotowana merytorycznie do zawodu. Zaniżała oceny (niezależne relacje L. Singer i J. Zyskinda, którzy nie znają się osobiście), nazbyt surowa dla swoich uczniów i wychowanków. Z tego też powodu była obiektem licznych niewybrednych żartów uczniowskich.
Historii uczyli – Amalia Haber – maleńka, korpulentna i bardzo inteligentna w opinii Jakuba Zyskinda oraz przez jakiś czas Michał Małuja – Polak, nauczyciel i dyrektor gimnazjów państwowych im. Chałubińskiego i Kochanowskiego, wspominany przez L. Singer z niezwykłą sympatią i podziwem. Listę nauczycieli, którzy przewinęli się przez gimnazjum, zamieściliśmy na stronie internetowej poświęconej szkole.
Przedmioty nauczania podzielone były na ogólnokształcące wykładane w języku polskim i przedmioty judaistyczne (w szkole powszechnej 3 godziny religii, Biblii oraz 2 godziny hebrajskiego, a w gimnazjum 10 godzin tygodniowo Biblii, języka i literatury hebrajskiej, historii Żydów) wykładanych w języku hebrajskim. W artykule Stanisława Zielińskiego znalazło się stwierdzenie oparte na wspomnieniach z "Sefer Radom" dotyczące języka prywatnych rozmów pozalekcyjnych. Na przerwach rozbrzmiewał ponoć język żydowski (jidysz). Nie potwierdza tego Jakub Zyskind. Pamięta język polski jako jedyny w komunikacji z kolegami. Dowodem na miejsce polszczyzny w życiu prywatnym uczniów mogą być też dedykacje na odwrocie zdjęć, które darowali sobie na pamiątkę. To osobiste wpisy świadczące o bliskim koleżeństwie, a nawet przyjaźni. Są one przeważnie w języku polskim, czasem uzupełniane dopiskiem po hebrajsku. O wyjątkowym przywiązaniu do polszczyzny świadczy fragment listu Leonii Singer: "Tu zaznaczę, że dla mnie mowa polska była czymś znacznie więcej aniżeli językiem ojczystym, była moją pierwszą miłością, a pierwszej miłości nie zapomina się nigdy. Deklamować "Świteziankę" czy wyjątki z "Pana Tadeusza" – dla mnie to była fraszka – igraszka, podczas kiedy część moich kolegów klasowych mówiła z rodzicami w domu po żydowsku i polski był dla nich językiem, który studiowali jak niemiecki lub łacinę, mimo że władali nim dobrze." Pisze te słowa osoba, która wyjechała na zawsze z Polski w 1939 roku i od tamtej pory porozumiewa się po polsku sporadycznie!
Nasze zainteresowanie budziło życie codzienne szkoły, atmosfera, tradycje. Leonia Singer wspomina: "Nosiliśmy mundurki i tarcze. Nasza miała numer 411, w niższych klasach była niebieska, a w wyższych czerwona. Również mieliśmy w późniejszych czasach czapki, różne dla dziewcząt i chłopców". Wśród nielicznych pamiątek Leonia Singer zachowała fotografie szkolnych koleżanek i kolegów, które pozwalają zorientować się, jak wyglądały obowiązkowe stroje. Na zdjęciu z 1931 roku możemy zobaczyć Reginkę Kohn w berecie z białą lamówką. Zmiana nakrycia głowy nastąpiła w 1932 roku. Widzimy nową czapkę na głowie Guci Leslau. Jest czarna, aksamitna, z daszkiem. Obowiązywała tak dziewczęta, jak i chłopców. Na kolejnym zdjęciu widzimy chłopców na wycieczce szkolnej ubranych w mundury przysposobienia wojskowego.
Nauczyciele szkoły mieli zwyczaj patrolować miasto w poszukiwaniu wagarujących uczniów. Nie sposób dociec, czy robili to na polecenie władz szkoły, czy z własnej inicjatywy. Leonia Singer przyznaje się do uczniowskich wybryków i wspomina: "No i pewnego dnia Zośka Gliksman, która codziennie chodziła na łowy, złapała mnie w alei Malinowej w parku im. Kościuszki (jako świadka miała historyczkę panią Amalię Haber) i ryknęła: "Wyrzucam cię ze szkoły". Aby powrócić po interwencji rodziców do szkoły, Leonia musiała zdać egzamin wstępny do swojej klasy.
W szkole działał samorząd i kółko dramatyczne. Wydawano pisemka "Jutrzenka" i "Ku wyżynom". Zachowane egzemplarze pochodzą z lat 20. Pisane ręcznie, a potem odbijane litograficznie. Publikowano w nich poezję i prozę autorstwa uczniów, artykuły o bardzo różnorodnej tematyce (dramaty Szekspira, teoria rozwoju, postęp, poezja Schillera). Uczniowie brali udział w międzyszkolnych zawodach sportowych. Rywalizowali m.in. z gimnazjum Marii Gajl.
W programie szkolnym były liczne wycieczki. Leonia Singer wspomina te dalsze – do Gdańska, Gdyni, Sopotu i na Hel. Podróżowano do Warszawy pociągiem, a dalej statkiem po Wiśle przez Płock i Włocławek. Inne wyprawy wiodły w Góry Świętokrzyskie, do Krakowa i Wieliczki. Wyjazd do Krakowa w 1935 roku na Sowiniec był szczególny. Wszyscy młodzi Polacy spełniali patriotyczny obowiązek – sypali kopiec poświęcony pamięci marszałka Piłsudskiego. Program wycieczek wyraźnie wskazuje na realizację programu wychowawczego o silnie patriotycznym, obywatelskim rysie. Wiele o tym mówi sprawozdanie roczne kierownika szkoły powszechnej. W punkcie XI zatytułowanym "Ważniejsze wydarzenia życia szkolnego" wymienia się:

1. w miesiącu IX udział w uroczystości powitania Wojska powracającego z ćwiczeń
2. 18 XI – obchód Święta Niepodległości
3. w miesiącu XII – obchód święta Chanuka
4. w miesiącu I – jubileusz 20-lecia pracy pedagogicznej pana dyrektora H. Hurwicza
5. w miesiącu II – obchód Imienin Pana Prezydenta Rzeczypospolitej
6. 18 III – obchód Imienin Marszałka Śmigłego – Rydza
7. 19 III – nabożeństwo żałobne i zebranie uroczyste ku czci Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego
8. w miesiącu V – obchód święta 3-go Maja
9. w miesiącu V – święto Matki
10. 12. V – nabożeństwo żałobne i uroczyste zebranie w rocznicę Zgonu Marszałka Józefa Piłsudskiego13
Zastanawialiśmy się, czy są to fikcyjne urzędowe wpisy, oczekiwane przez władze oświatowe, czy faktycznie zrealizowany program wychowawczy. We wspomnieniach absolwentów zachowały się takie uroczystości. Leonia Singer co roku wygłaszała okolicznościowe przemówienia na apelach i akademiach. Podobny wykaz ważnych wydarzeń w życiu szkoły znaleźliśmy w protokołach rad pedagogicznych państwowej szkoły powszechnej im. Berka Joselewicza.
Szczególnie interesującym zagadnieniem są stosunki polsko – żydowskie. Opierając się na dostępnych źródłach można stwierdzić, że obok przyjaźni zawartych w szkole i w miejscu zamieszkania (dotyczy to dzieci i dorosłych) były też nierzadkie przypadki agresji. Przykre doświadczenia są do dziś wspominane boleśnie przez ofiary napaści. Leonia Singer opisuje sytuację, jaka miała miejsce w gimnazjum dyrektora Sołtyka "...siostra moja Dzidka (Fryderyka), o 2 lata ode mnie starsza, była uczennicą w gimnazjum Sołtyka, które odznaczało się nie tylko wysokim poziomem nauczania, ale również i silnym antysemickim zacięciem. Dzidka miała silny charakter i ostry język i umiała się bronić, kiedy ją przezywano i w odpowiedzi na "ty, parszywa Żydówo" narysowała kredą na pończosze krzyż tejże dziewczynce, która ja obraziła. Następstwa mogły być tragiczne, gdyż dyrektor Sołtyk wezwał matkę i oświadczył, że Dzidka obraziła uczucia religijne polskiego dziecka i zagroził, że ją wyrzuci ze szkoły. A na to Dzidka (8-letnia), która przyszła z matką wrzasnęła: "Narysowałam jej krzyż, żeby pamiętała, że nie jest parszywą Żydówą". I na tym się ten incydent zakończył. Dzidka została u Sołtyka aż do otwarcia żeńskiej państwówki, do której się przeniosła. Ja byłam z innej gliny lepiona. We wrześniu 1928 roku, mając 8 lat, wstąpiłam do szkoły Sołtyka.(...) Kariera moja u Sołtyka trwała tylko 3 tygodnie. Kiedy dziewczynka siedząca ze mną na jednej ławce (widzę ja przed sobą, okrągłą twarz i wytrzeszczone oczy...) przezwała mnie "parszywą Żydówą" po prostu podniosłam 2 palce, zapytałam się nauczycielki "Czy mogę wyjść?" i poleciałam jak strzała - prosto do domu...(...) Kiedy jednak po kilku dniach ta sama Marysia znów nazwała mnie "parszywą Żydówą", znów uciekłam i tym razem już nie wróciłam. Matce powiedziałam, że jest w Radomiu żydowska szkoła i tam pójdę".
Niechęć i agresję młodzieży polskiej w stosunku do żydowskich rówieśników poświadczają także dokumenty szkoły powszechnej im. Berka Joselewicza. Ich autorami są Polacy, nauczyciele uczący w tej szkole. W służbowej notatce dyrektor szkoły 6 XII 1935 roku informuje Inspektora o skróceniu zajęć, aby dzieci mogły bezpiecznie wracać do domu zanim zapadnie zmrok. Zdecydowano się na to po serii ataków na dzieci (pobicia, pocięcie palt) ze strony polskich wyrostków. O podobnym charakterze jest notatka ze stycznia 1937 roku. Kierownik szkoły informuje, że nauczyciele nie będą organizować wycieczek, gdyż podczas marszu młodzieży przez miasto dzieci są bite, wyzywane, obrzucane kamieniami. O wzajemnie wrogich stosunkach między Polakami a Żydami w Radomiu pisze obszernie w swojej pracy Sebastian Piątkowski, przytaczając liczne udokumentowane przypadki agresji.
Nic więc dziwnego, że wśród młodzieży żydowskiej popularnością cieszyły się organizacje syjonistyczne. Od 1929 roku działała w Radomiu na ulicy Żeromskiego 27 "Masada", skupiająca w swych szeregach także około 30 uczniów gimnazjum "Przyjaciół Wiedzy". Jakub Zyskind był jednym z członków tej organizacji. Wspomina, że spotkania, a potem praca w zarządzie tej organizacji sprawiała mu wiele przyjemności. Głównym zadaniem "Masady" było przygotowanie młodzieży do wyjazdu do Palestyny, kraju wielkich nadziei na uwolnienie się od niebezpieczeństwa pogromów i wyzwolenia z poczucia bycia Innym, niechcianym. Wielu udało się wyjechać jeszcze przed wojną. Pola Stiller, nauczycielka przyrody i geografii opuściła Polskę wraz z mężem w 1935 roku. W następnym roku wyjechał stąd Izaak Grossfeld urodzony w 1916 roku, znany w Izraelu jako Izaak Nir - wybitny naukowiec, światowej sławy biochemik, wykładający w wielu znakomitych szkołach wyższych na całym świecie.
Żydzi zdawali sobie sprawę z tego, że najważniejszym warunkiem powodzenia w życiu, bez względu na to czy w Polsce, czy w Palestynie, jest zdobycie wyższego wykształcenia. Tylko to pozwalało na uzyskanie wysokiej pozycji materialnej i prestiżu społecznego. Droga do tego prowadziła przez egzamin maturalny. Tak zwana duża matura uprawniała do rozpoczęcia studiów. Nie każdy, kto uczęszczał do gimnazjum, kończył edukację ze świadectwem dojrzałości. Klasy maturalne liczyły po kilkanaście osób.
Absolwenci szkoły mimo trudności rozpoczynali studia. Leonia Frenkiel marzyła o medycynie, ale musiała przez pierwszy rok po maturze zadowolić się biologią na Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Upragnione studia na wydziale lekarskim rozpoczęła w 1938 roku. Lekarzem miał być także Edek Borenstejn. Jakub Zyskind dostał się na stomatologię. Wojna przerwała ich edukację.
Kilkoro absolwentów rozpoczęło pracę w prywatnych szkołach żydowskich. Po złożeniu odpowiednich egzaminów otrzymywali uprawnienia do pracy w charakterze nauczycieli. W 1936 roku Chaim Szoel Gutman został zatrudniony w szkole "Masoreth" na Żeromskiego 21. Pola Borenstejnówna (matura 1931) uczyła dzieci w Szkole Prywatnej Rozwojowej im. "DAAS" Abrama Abusia Cynamona, Juer Frydman był od 10 X 1934 roku nauczycielem rachunków, języka polskiego, rysunków i gimnastyki w Prywatnej Szkole Powszechnej "Laor" na ulicy Wałowej 3. Izrael Glatt od IX 1938 pracował u Abusia Cynamona i jednocześnie w szkole im. "Twuna".
Latem 1939 roku dyrektorzy szkół Towarzystwa "Przyjaciół Wiedzy" planowali nowy rok szkolny. W normalnym trybie przesłali do Inspektoratu Szkolnego sprawozdanie z minionego roku, zawiadomienie o ruchu kadrowym (zastępstwa, nowe przyjęcia do pracy, urlopy zdrowotne) oraz informacje o niezbędnych pracach remontowych przewidzianych w okresie wakacyjnym. Wiemy, że woźny Stanisław nie oznajmił początku roku szkolnego 1 września. Szkoła, jak wszystkie w okupowanym kraju, została zamknięta. Część nauczycieli i uczniów wraz z rodzicami uciekła przed Niemcami do ZSRR. Pozostali podzielili los wszystkich Żydów. Wiemy, że wielu zaangażowało się w życie społeczne w radomskich gettach. Bala Goldberg, nauczycielka matematyki, była asystentką swojego męża inżyniera Berisha Goldberga, który został dyrektorem szpitala dla zakaźnie chorych. Oboje zginęli w egzekucji na terenie cmentarza w Szydłowcu w święto Purim w marcu 1943 roku. Edek Borenstejn udzielał pomocy jako sanitariusz. Uznano, że wobec braku fachowej siły, może pełnić taką służbę będąc studentem medycyny.
Konspiracyjne nauczanie prowadził Chune Schützer. Zginął wraz z żoną i innymi przedstawicielami inteligencji w Szydłowcu.
Henoch Hurwicz w 1941 roku założył seminarium nauczycielskie, wierząc, że wykształceni przez niego pedagodzy będą mogli podjąć pracę. Zginął zamordowany przez hitlerowców.
Z tragedii Holocaustu niewielu ocalało. Dziś żyją daleko od Radomia. Noszą w sobie Polskę - kraj dzieciństwa i miejsce tragicznej, niezawinionej śmierci swoich bliskich. Niektórzy z nich, jak Leonia Singer, przyznają, że "po dziś dzień mówi, myśli, czuje i kocha po polsku", a wnuczętom do snu śpiewała zamiast kołysanek "Uciekła mi przepióreczka w proso..." albo "Jedzie, jedzie na kasztance". Polskie piosenki, których nauczyła się ponad 70 lat temu w żydowskiej szkole w Polsce od pana Gisera - żydowskiego nauczyciela śpiewu. Pan Jakub Zyskind postanowił napisać swoje wspomnienia, przygotowując się do spotkania z młodzieżą w Radomiu w kwietniu 2007 roku. Zapytałam w jakim języku? Spojrzał na mnie zdumiony. Po polsku, oczywiście!

1 S. Zieliński, Gimnazjum Towarzystwa Przyjaciół Wiedzy w Radomiu (1917 – 1939), "Radomir", 1987, nr5.
2 S. Piątkowski, Dni życia, dni śmierci. Ludność żydowska w Radomiu w latach 1918 – 1950, Warszawa 2006.
3 Rozmowa z Jakubem Zyskindem nagrana w Warszawie w sierpniu 2005 roku.
4 Korespondencja z Leonią Singer, w szczególności list z 5 III 2006 roku.
5 Problem nieznajomości języka polskiego często podejmowali nauczyciele szkoły powszechnej im. Berka Joselewicza w Radomiu. Protokoły posiedzenia rad pedagogicznych pełne są narzekań na niemożliwość realizacji programu szkolnego wobec posługiwania się uczniów bardzo słabą polszczyzną, a czasem całkowitą jej nieznajomością. APR,ISR,sygn.5
6 APR,ISR,sygn.12
7 Ibidem
8 List Piotra Frenkla z 15 lutego 1939 roku do brata - Hilarego Frenkla mieszkającego od kilku lat w Palestynie. Ze zbiorów Leonii Singer.
9 APR,ISR,sygn.5
10 Tableau klasy maturalnej z 1937 roku w zbiorach Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.
11 Pełne informacje o wykształceniu mamy w stosunku do 4 osób: Idessy Landau. Łai Pines, Elki Sobel, Chune Schűtzera. Pochodzą one z kwestionariuszy osobistych z czasów okupacji niemieckiej APR,GDR,sygn.1050.
12 Michał Małuja i Władysław Morawski byli nauczycielami w gimnazjum im. Jana Kochanowskiego.
13 APR,ISR,sygn.12